Wiedza i Życie 03/2015
W numerze m.in.:
Astronomia
Mleczna… i tajemnicza… Droga; Przemek Berg

Nauka obywatelska

Kiedy zaczyna się wiosna?; Andrzej Hołdys

Chemia

Zakazana broń; Mirosław Dworniczak

Historia

Kariera pikantnego korzenia; Katarzyna Sokołowska

Historia

Bizantyjscy kibole; Łukasz Malinowski

Zamknięty przed wiekami tunel daje nadzieję, że archeolodzy wreszcie znajdą grobowce, w których pochowano władców największego niegdyś miasta Ameryki.

Pomimo że przestrzeń kosmiczna wydaje się pusta, w ciągu doby nasza planeta zderza się z kilkoma milionami cząstek kosmicznego pyłu, w większości wielkości ziarenek piasku – choć zdarzają się wśród nich obiekty znacznie większe.

Hostia pokrywająca się krwią, zapowiedź zwycięskich bitew, niebezpieczne wojskowe eksperymenty – a wszystko wiąże się z pewną niezwykłą bakterią...

Królewska Szwedzka Akademia Nauk przyznała ubiegłoroczną Nagrodę Nobla z fizyki trzem Japończykom za wynalezienie wydajnych niebiesko świecących diod.

Aktualne numery
02/2017
01/2017
Kalendarium
Styczeń
25
W 1983 r. wystrzelono amerykańsko-europejskiego satelitę IRAS, pierwszego przeznaczonego do badań promieniowania podczerwonego.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Michał Cetnarowski | dodano: 2012-06-13
Jednym strzałem

(Na zdjęciu: karabin wyborowy Dragunowa, wprowadzony do użytku w latach 60. XX wieku. Stanowił jedną z podstawowych broni snajperów w wojskach Układu Warszawskiego)

Działający w ukryciu, cierpliwi, wyszkoleni, śmiertelnie skuteczni. Choć przodkowie snajperów pojawiali się na polach bitew od początku istnienia broni miotającej, ich współczesna historia zaczęła się w XVIII wieku.

Podczas jednego z obchodów wokół obleganej akwitańskiej twierdzy, w której okolicy znaleziono ponoć stary rzymski skarb, Ryszard Lwie Serce nie założył zbroi. Z murów wypatrzył go wtedy jeden z młodziutkich obrońców. Nie wiadomo, czy wiedział, do kogo celuje. Jednak jego strzała wystrzelona z kuszy zraniła króla w lewe ramię. Grot usunięto, ale w ranie wywiązała się gangrena. Po kilku dniach król Anglii umarł, atakujący ustąpili z najechanych ziem. Przed śmiercią Ryszard zdążył jeszcze wezwać do siebie swojego zabójcę, wybaczyć mu i nagrodzić go niemałą sumką za celny strzał.

Oczywiście Petera Basila, Johna Sabroza lub Bertrana de Gurdon - bo takie nazwiska zabójcy Ryszarda podają źródła - nie można uznać za snajpera we współczesnym znaczeniu. Już wtedy jednak ujawniły się cechy, które będą towarzyszyć snajperom przez większość ich historii. Po pierwsze, celnie wymierzony strzał potrafił zmienić losy całych bitew. Po drugie, dobry snajper nie tylko był z nieufnością traktowany we własnych szeregach, ale i nie mógł zazwyczaj liczyć na litość ze strony wroga. Zabójca Ryszarda Lwie Serce, choć król mu przebaczył, został potem pojmany, obdarty ze skóry i powieszony - za królobójstwo.

Strzelcy Morgana

Początków nowożytnych strzelców wyborowych i wywodzących się od nich snajperów należy szukać w XVIII wieku. Momentem przełomowym była amerykańska wojna o niepodległość, a oddziałami, które można uznać za "przodków" strzelców wyborowych, grupy amerykańskiej milicji obywatelskiej, tzw. minutemani (nazwa pochodziła od krótkiego czasu, w którym mieli przygotować się do walki lub wymarszu po ogłoszeniu alarmu).

Jedną z podstawowych broni minutemanów były ich własne strzelby do polowań, wśród których największą sławę zdobyła tzw. Kentucky Rifle. Miała ona długą lufę (od 1 do nawet 1,40 m), która w odróżnieniu od wojskowych muszkietów była w środku gwintowana. Dzięki temu strzelbę z Kentucky ładowało się dłużej (kulę trzeba było specjalnie "wbić" w bruzdy gwintu), ale niosła dalej i strzelała dużo celniej niż dominująca w wojsku broń niegwintowana. Porównując jej parametry do popularnego w owym czasie karabinu angielskiego Brown Bess, który był skuteczny do około 70 m, z broni milicji obywatelskiej można było strzelać nawet na 250 m. Tak uzbrojone oddziały partyzantów urządzały zasadzki na widoczne z daleka brytyjskie "czerwone kurtki" i potrafiły znacznie przerzedzić szeregi wroga, zanim Brytyjczycy w ogóle zbliżyli się na odległość strzału. Już wkrótce z 500 najlepszych minutemanów Daniel Morgan, legendarny żołnierz pod rozkazami Waszyngtona, uformował Kontynentalny Korpus Strzelecki, zwany popularnie Strzelcami Morgana. Oddział przeszedł swój chrzest bojowy w pierwszej i drugiej bitwie pod Saratogą (1778). To właśnie od kuli jednego ze strzelców zginął brytyjski generał Simon Fraser. Jego śmierć podłamała Anglików i przyczyniła się do ich ustąpienia z pola walki. 

Odtylcowe karabiny i maskujące mundury

Pomysł utworzenia specjalistycznych oddziałów, wyposażonych w precyzyjną broń i szkolonych do nowych sposobów walki, pojawił się ponownie w Ameryce w czasie wojny secesyjnej (1861-1865). Jego autorem był walczący po stronie wojsk Północy szwajcarski oficer, weteran wojny krymskiej Caspar Trepp i polityk Hiram Berdan, który nagłośnił pomysł w generalicji. Już wkrótce zaczęto szkolić Strzelców Berdana, wchodzących w skład 1. Pułku Strzelców Stanów Zjednoczonych. Byli oni wyposażeni w nowoczesne odtylcowe karabiny Sharpa, umożliwiające ładowanie w pozycji leżącej, i inaczej umundurowani. Zamiast niebieskich uniformów strzelcy nosili zielone mundury, skrojone na wzór ubioru myśliwych i zapewniające lepsze maskowanie. Takie uprzywilejowane traktowanie nie przysporzyło sympatii nowym oddziałom we własnych szeregach. Wątpliwości pozostałych żołnierzy, zwłaszcza oficerów, wzbudzał także sposób walki strzelców i wyznaczane im zadania. Ich głównym zadaniem na polu bitwy była likwidacja oficerów wroga, wyraźnie widocznych w krzykliwych mundurach. Wojna przestawała być już "grą", prowadzoną przez dżentelmenów z dobrych domów według niepisanych "honorowych" reguł. Teraz podczas walk oficerowie stawali się głównym celem.

Wkrótce również Południe spróbowało utworzyć podobny pułk strzelców wyborowych. Tamtejsi żołnierze, jeśli tylko było ich stać, korzystali ze świetnych karabinów Whitwortha, ładowanych jeszcze odprzodowo, ale znanych ze swojej niebywałej celności. Najlepsi strzelcy potrafili trafić z tej broni w człowieka nawet z odległości kilometra. Jednak podobnych karabinów nie było w armii konfederatów dużo - cena jednej sztuki wynosiła około 600 dolarów, przy 45 dolarach za karabin Sharpa. Dla porównania: miesięczny żołd sierżanta Unii wynosił wtedy 21, a szeregowca 13 dolarów.

Jednostki strzelców nie walczyły w równym szyku, znanym z pól XVIII- i XIX-wiecznych bitew. Ich członkowie korzystali z naturalnych osłon terenu, a oprócz likwidacji oficerów, wkrótce do ich zadań doszły także działania wywiadowcze, rozpoznanie terenu i obowiązek usuwania obsługi dział przeciwnika. Coraz częściej dochodziło także do indywidualnych pojedynków strzelców z wrogich armii. Pojawili się nowocześni snajperzy.

Koniki polne

Nazwa "snajper" po raz pierwszy pojawiła się w latach 70. XVIII wieku w słowniku brytyjskich żołnierzy stacjonujących w Indiach. Nazywano tak myśliwych, którzy potrafili trafić w locie niewielkiego bekasa (ang. snipe). Natomiast jako określenie strzelającego z ukrycia żołnierza po raz pierwszy odnotowuje to słowo oksfordzki "Słownik języka angielskiego" z 1824 roku. Sam termin "snajper" upowszechnił się jednak dopiero na początku XX wieku; w odróżnieniu od "strzelców wyborowych", zorganizowanych w taktyczne oddziały piechoty, "snajperami" określano strzelców działających najczęściej dwójkami (strzelec i obserwator) i wykonujących zindywidualizowane zadania.