Wiedza i Życie 12/2011
W numerze m.in.:

Fizyka
Tachiony. Cząstki szybsze od światła; Jacek Ciborowski, Jakub Rembieliński
Prawo
Do kogo należy kosmos; Wojciech Szlawski
Muzykologia
Strojenie mózgu; Marta Rendecka
Fizjologia
Język pełen tajemnic; Marina Noske
Neurologia  
Gdy mózg ma sto lat; Marek Jurgowiak

Amerykański pisarz W. Manchester nazwał autora pomysłu ataku na Pearl Harbor „najlepszym admirałem od czasów Nelsona". Przesłanki do takiej opinii istnieją. Zniszczenie za jednym zamachem większości sił amerykańskiej Floty...
Amerykański generał Omar Bradley powiedział ponoć: - Amatorzy fascynują się taktyką, ale zawodowców interesuje logistyka. Tę opinię potwierdzają fragmenty opracowania „Changing The Way America Thinks About Energy" ...
Smak to bardzo stary, pierwotny zmysł, który umożliwia znalezienie odpowiedniego pożywienia. Pozwala na bezpieczne zaspokojenie głodu, dając możliwość wybrania produktów niezbędnych do życia i odrzucenia niebezpiecznych.
Na XVI-wiecznych dworach rozbrzmiewała zupełnie inna muzyka od dzisiejszej, tradycyjna muzyka hinduska jest w zasadzie niemożliwa do wykonania przez Europejczyka, a tzw. muzyka współczesna większość z nas drażni. Czy tonalne...
Aktualne numery
12/2017
11/2017
Kalendarium
Grudzień
16
W 1910 r. na lotnisku we francuskim Issy-les-Moulineaux swój pierwszy i jedyny lot odbył pierwszy na świecie samolot z silnikiem odrzutowym Coandă 1910.
Warto przeczytać
Mechanika kwantowa jest piękną, precyzyjną i logiczną konstrukcją matematyczną, doskonale opisująca Naturę. Z tym że właściwie nikt nie wie, jak należy ją rozumieć.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata Minta | dodano: 2012-05-28
Klątwa Wezuwiusza

Wezuwiusz szykuje się do ponownego ataku, prawdopodobnie o wielkiej sile. Tę alarmującą informację opublikowało pod koniec marca prestiżowe pismo "Proceedings of the National Academy of Science". Autorzy pracy, prof. Michael Sheridan, geolog z The State University of New York w Buffalo (USA), oraz jego włoski kolega, prof. Giuseppe Mastrolorenzo z Obserwatorium Wezuwiusza (Vesuvius Observatory), swoją prognozę oparli na symulacjach komputerowych zachowania Wezuwiusza. Danych dostarczyły prowadzone przez kilka ostatnich lat dokładne analizy geologiczne okolic wulkanu. Jednak nie w miejscu słynnej pompejańskiej katastrofy z 79 roku n.e., ale w oddalonej o 12 km od wulkanu wiosce o nazwie Nola.

Cztery lata temu, przy okazji budowy nowego centrum handlowego, natrafiono tam na ślady ludzkiego osiedla z epoki brązu. Zaledwie kilka dni wystarczyło, aby przypadkowo odkryte stanowisko zasłużyło na miano Pierwszych Pompejów. Zakończony właśnie kolejny sezon wykopaliskowy nie tylko ugruntował tę opinię, ale dowiódł, że tzw. katastrofa Avellino (od nazwy regionu, w którym znajduje się wioska) była najpotężniejszą znaną nam erupcją Wezuwiusza i swoim zasięgiem objęła tereny, na których leży dziś Neapol. Dramat rozegrał się około 1780 roku p.n.e., w czasach gdy Hammurabi umacniał potęgę Babilonu, dynastia Szang przejmowała kontrolę nad północnymi Chinami, a w Ameryce Południowej wznoszono piramidy ku czci tajemniczych bóstw.

Od czasów neolitu po dzień dzisiejszy Kampania pozostaje jednym z tych regionów Włoch, które przyciągają tłumy osadników. Paradoksalnie to, co stanowi jej największy skarb, jest równocześnie jej największym przekleństwem. Górujący nad prowincją Wezuwiusz sprawia, że gleba jest tu żyzna, nic więc dziwnego, że już w epoce brązu osiedliło się tu mnóstwo ludzi.

Szacuje się, że w promieniu 20 km od szczytu mieszkało ich co najmniej kilkanaście tysięcy; trudnili się uprawą i hodowlą zwierząt. Ta sielanka trwała aż do XVIII wieku p.n.e., kiedy dał o sobie znać Wezuwiusz.

Na działce przeznaczonej pod supermarket odnaleziono w trakcie dotychczasowych prac cztery niemal idealnie zachowane drewniane budynki o różnym przeznaczeniu. - Choć były zbudowane z drewna, zachowały się dzięki gwałtownej karbonizacji, czyli natychmiastowemu zwęgleniu i zasypaniu przez opadający pył wulkaniczny - wyjaśnia prof. Michael Sheridan, kierownik zakończonego niedawno projektu badawczego.

W pobliżu samej Noli udało się odkopać dwa gospodarstwa, każde mające po około 350 m2. Poszczególne pomieszczenia pełniły prawdopodobnie różne funkcje - w jednych mieszkano, w innych trzymano zebrane zboże lub zwierzęta. Jeden ze znalezionych budynków, wyraźnie mniejszy od pozostałych, był zapewne świątynią wzniesioną ku czci lokalnego bóstwa - świadczyć o tym mogą wykonane z zębów dzikich świń zdobienia na elewacji.

Tragedia w czterech aktach

- To niesamowite móc podglądać sceny z życia sprzed niemal 4 tys. lat, a jednocześnie przerażające, bo przecież coś takiego może się powtórzyć - mówi prof. Sheridan, który od jakiegoś czasu zgłębia sekrety dawnych mieszkańców okolic Noli. - Wewnątrz budynków odnaleźliśmy porozstawiane na stołach naczynia, dopiero co użyte sprzęty, szkielet psa, a nawet dziewięć ciężarnych kóz wiszących w klatce u powały budynku.

Tym, co odróżnia Nolę od Pompejów, jest... brak ludzkich szczątków. Te znaleziono tylko w jednej z odkopanych chat, około kilometra na wschód od dzisiejszej Noli. Śmierć zastała kobietę i mężczyznę w domu, najprawdopodobniej podczas pakowania dobytku - gdy pogrzebała ich metrowa warstwa wulkanicznego pyłu, najprawdopodobniej już nie żyli, udu- szeni trującymi wyziewami.

Ale jest to odosobniony przypadek. - Może znaczyć tylko jedno - mówi badacz - mieszkańcy Noli mieli czas na ewakuację i uniknęli losu pompejczyków. Przemawiają za tym odnalezione w okolicy niezliczone ślady ludzkich stóp, odciśnięte w wulkanicznym cemencie. Wszystkie wydeptane ścieżki biegną na północ lub północny wschód, czyli w kierunku przeciwnym do wulkanu. - To była ewakuacja na masową skalę, ludzie porzucili dobytek i uciekali w głąb lądu - mówi geolog. Dzięki zastosowaniu różnych metod badawczych, m.in. radarów geo- dezyjnych, zdjęć satelitarnych oraz symulacji komputerowych, naukowcom udało się odtworzyć przebieg dawnej katastrofy. Katastrofy, która w każdej chwili może się powtórzyć.

Jaka piękna katastrofa...

- Samą erupcję poprzedziła najprawdopodobniej seria wstrząsów, które zaalarmowały miesz- kańców - mówi ekspert. - Bardzo możliwe, że ich pierwszym odruchem wcale nie była ucieczka, ale odprawienie rytualnych modłów i złożenie ofiar bogom wulkanu. Trud okazał się jednak daremny, bo wkrótce w powietrze wystrzeliła kolumna materiału wulkanicznego wysokości 36 km. Zdaniem badaczy wybuch czterokrotnie przewyższał siłą pamiętną eks- plozję Góry Świętej Heleny z 1980 roku. - Na jej widok mieszkańcy oddalonej o 12 km wioski nie myśleli już zapewne o niczym innym, tylko o ucieczce - stwierdza Sheridan. Dopiero po jakimś czasie kolumna zaczęła opadać, rozlewać się i przeistaczać w chmury gorącego popiołu.

Prawda zapisana w ziemi

Jak wynika z analiz gruntu, podczas erupcji wiał zachodni wiatr, zatem chmura rozprzestrzeniała się głównie na północ i północny wschód. - Wulkaniczne błoto, które spadło wraz z gwałtowną ulewą, przykryło teren w promieniu 20 km, zamieszkany przez kilkanaście tysięcy osób - opowiada autor badań - na szczęście większości z nich udało się ujść z życiem.

Symulacje komputerowe każą sądzić, że wokół Wezuwiusza powstały dwie strefy o zróżnicowanym stopniu zagrożenia. Pierwsza z nich rozciągała się na 10 km od krateru. Stężenie popiołów, które opadły na ten obszar, było bardzo wysokie, sięgało kilkudziesięciu procent, temperatura materiału piroklastycznego przekraczała 100°C, a prędkość ognistej chmury - 50m/s. - Wszystko, co znajdowało się wtedy w promieniu 6-8 km od wulkanu, natychmiast zmieniło się w proch - mówi geolog. Tę strefę dosięgła też powódź wypływającego z komina wulkanu błota niosącego głazy i skalne odłamki.

Jednak już 7 km dalej sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej. Jak wykazano, ilość pyłów, które opadły na obszar drugiej strefy, była równie imponująca, ale temperatura skalnych drobin znacznie niższa. Jak twierdzą naukowcy, właśnie to umożliwiło cudowne ocalenie mieszkańców. - Dalej od wulkanu pył nie był już tak gorący, by od razu zwęglić zabudowania i żywcem spalić ludzi - tłumaczy Mastrolorenzo. - Gdy wulkaniczne błoto opadło i chwilę poleżało na ziemi, można było już po nim uciec. Zabudowania odnalezione w pobliżu Noli leżały niemal dokładnie na tej magicznej granicy życia i śmierci.

Ja wam jeszcze pokażę...

Tylko od czasów Pompejów Wezuwiusz uaktywniał się około 200 razy, poprzestając na donośniejszych pomrukach. Jednak, jak przestrzegają Sheridan oraz dziesiątki innych badaczy, wulkan jedynie czeka na swoje wielkie pięć minut. - Wezuwiusz żyje własnym rytmem - mówi amerykański naukowiec. - Avellino wydarzyło się blisko 4 tys., a Pompeje - 2 tys. lat temu. Nie trzeba być geniuszem, by obliczyć długość drzemki neapolitańskiego wulkanu.
Zdaniem Sheridana prawdopodobieństwo, że eksplozja nastąpi jeszcze pod koniec tego roku, wynosi aż 50%, a każdy kolejny rok zwłoki będzie zmieniał tę proporcję na naszą niekorzyść. Pozostaje tylko pytanie o siłę wybuchu. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1944 roku i jak na możliwości Wezuwiusza była raczej symboliczna - życie straciło wówczas 26 osób.

Podobnie jak inne drzemiące w sąsiedztwie ludzkich siedlisk wulkany, Wezuwiusz znajduje się pod ciągłą kontrolą. Centrum monitoringu jego aktywności usytuowano na tzw. Ognistych Polach, Campi Flegrei, opodal Neapolu. Zamontowane tu czujniki sejsmiczne wychwytują najdrobniejsze podziemne wstrząsy, powstające w wyniku ruchów magmy oraz gazów. Tuż pod gorącymi źródłami tryskającymi na terenie Ognistych Pól znajduje się gigantyczne jezioro płynnej lawy, które zdaniem większości geologów stanowi praktycznie niewyczerpalne źródło "paliwa" dla pobliskiego Wezuwiusza.

Gdy ma się przed oczami 400 km2 rozpalonych do czerwoności płynnych skał i zna historię Noli i Pompejów, plany ewakuacyjne Neapolu budzą jedynie pusty śmiech. Przy ich sporządzaniu kierowano się charakterystyką słabej erupcji sprzed 300 lat. - Zgodnie z tymi planami w przypadku wybuchu zagrożonych byłoby maksymalnie 600 tys. mieszkańców zatoki - mówi Sheridan. - Jednak jeśli wziąć poprawkę na realny potencjał wulkanu, liczba ta wzrośnie do 3 mln.
Od jakiegoś czasu władze regionu starają się nakłonić osoby mieszkające u podnóża góry do przeprowadzki w bezpieczniejsze okolice, oferując w zamian odszkodowanie. Niestety, wynosi ono jedynie 30% wartości przeciętnego domu, więc chętnych do porzucenia malowniczych, acz niebezpiecznych widoków zbyt wielu nie ma. 

(fot. Wikipedia)