Wiedza i Życie - wydanie specjalne 02/2007
W numerze m.in.:
Pożerające materię kwazary
Dziwolągi z mikroświata
Nasz mało wyjątkowy mózg 
Do zadań specjalnych 
Cuda świata? 
Rekordy 
Złowrogie fale
Żywe skamieniałości
Ekstremalni ludzie
Przerażające piękno






Każdego człowieka ograniczają pewne zasady moralno-obyczajowe typowe dla kultury, w której się wychował. Niektóre tradycje i wartości wielu egzotycznych plemion, a przede wszystkim związane z nimi ...
Gdzie jest najcieplej na Ziemi? Powinno być na równiku, bo tam dociera najwięcej ciepła słonecznego do górnych warstw atmosfery. Ale tak nie jest – ochładzająco działają chmury, często zasnuwające równikowe niebo, z których
Nie każdy cyklon tropikalny otrzymuje od meteorologów imię. Takich, które zasłużyły na swoją nazwę, rejestruje się kilkadziesiąt rocznie. Wszystko zależy od prędkości wiatru. Mierzy się ją przez minutę, a potem wyciąga...
Aktualne numery
12/2017
11/2017
Kalendarium
Grudzień
15
W 1612 r. niemiecki astronom Simon Marius sporządził pierwszy opis Galaktyki Andromedy (M31), bazujący na obserwacjach przez teleskop.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Anna Piotrowska | dodano: 2012-05-30
Starożytna służba zdrowia

W czasach, gdy nikomu się jeszcze nie śniło o wysokoobrotowych wiertłach dentystycznych, prześwietleniach czy tomografii komputerowej, nieznani z imienia medycy dokonywali prawdziwych cudów, by ocalić ludzkie życie i zdrowie.


Daje się we znaki, uporczywy, przeszywający, nie do zniesienia. Atakuje podstępnie dzieci i dorosłych, wyciskając im z oczu łzy. Ból zęba może dokuczać całymi tygodniami. Nic więc dziwnego, że już 9 tys. lat temu starożytni mieszkańcy dzisiejszego Pakistanu wiercili w zębach dziury, by usunąć przyczynę cierpienia. O najstarszych praktykach dentystycznych donosi jeden z kwietniowych numerów "Nature". Ta oraz kilka innych nowych publikacji poświęconych nie- znanym aspektom dawnej medycyny, dowodzą niezbicie, że wciąż niewiele wiemy na temat medycznych osiągnięć naszych przodków. A niezwykle skromnymi środkami osiągali oni bardzo wiele.


Ślady najstarszych znanych praktyk dentystycznych na świecie odkryli włoscy archeolodzy na terenie pakistańskiego Beludżystanu, w miejscu zwanym Mehrgarh. (Poprzednie pochodziły z Danii z około 3 tys. lat p.n.e.). Wykopaliska ujawniły, że 9-7,5 tys. lat temu w Mehrgarh znajdowało się cmentarzysko, na którym pogrzebano blisko 300 osób. Dziewięć spośród nich miało wywierconych w zębach trzonowych w sumie 11 otworów, przypominających dzieła współczesnych stomatologów. Były to dziurki o średnicy 1,3-3,2?mm, i głębokości dochodzącej do 3,5 mm. Zrobiono je zarówno w zębach szczęki górnej, jak i żuchwy. Wygładzenie szkliwa wokół otworów dowodzi jednoznacznie, że poddana zabiegom osoba długi czas po ich zakończeniu jadła twardy pokarm.

W Mehrgarh znaleziono także krzemienne główki wierteł, których użyto do wywiercenia otworów w zębach. Pierwotnie były one przymocowane do drewnianych patyczków. Jak wynika z etnograficznych opisów lokalnych obyczajów, do poruszania wiertłem pradawni dentyści używali niewielkich łuków. Dzięki temu wiertło osiągało prędkość około 20 obrotów na sekundę. - Cała procedura musiała być straszliwie bolesna. Wystarczy sobie wyobrazić te nieprzyjemne, bardzo silne wibracje wiertła - mówi prof. Alfredo Coppola z uniwersytetu w Rzymie, jeden z uczestników badań. Niewykluczone jednak, że pacjentowi podawano środki znieczulające. - Ten region Azji słynie od dawna z produkcji opium, możliwe więc, że używano narkotyków do uśmierzania bólu - stwierdza Coppola. Trzeba tu jednak wspomnieć, że cały zabieg nie trwał długo. Przeprowadzony przez badaczy eksperyment ujawnił bowiem, że wywiercenie otworu w zębie zajmowało neolitycznym dentystom około minuty. Prawdopodobnie pradawni medycy stosowali nawet wypełnienia. Coppola jest przekonany, że w otwory wkładano masę bitumiczną, żywicę lub bawełnę. Niestety, materiały te nie zachowały się do naszych czasów.

Jak pradawni mieszkańcy Pakistanu nauczyli się tak dobrze wiercić w zębach otwory? Według włoskich badaczy przyczynił się do tego ogromny popyt na biżuterię. W Mehrgarh odnaleziono spore zasoby kamiennych paciorków, m.in. z karneolu, turkusu i lapis lazuli oraz wiertła używane do wiercenia w nich otworów, tak by dało się nawlec je na rzemień czy sznurek. Pierwszym dentystą był prawdopodobnie rzemieślnik specjalizujący się w produkcji wisiorków. Być może umiejętność borowania zębów była przekazywana w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie. Wydaje się, że to właśnie dlatego otwory w zębach miało zaledwie dziewięć spośród kilkuset pochowanych na cmentarzysku osób i to na dodatek żyjących na przestrzeni 1500 lat. Potem praktyka borowania zanikła, co może się wiązać ze śmiercią ostatniego członka rodu.

Doświadczenie popłaca

dkrycie z Mehrgarh ma ogromne znaczenie dla historii współczesnej medycyny. Dowodzi bowiem, że gdy zachodzi potrzeba niesienia pomocy bliźniemu, pomy- słowość ludzka nie zna granic.Nie ulega jednak wątpliwości, że w pracy lekarza obok dobrych chęci liczy się także doświadczenie. Im większe, tym lepiej. Znakomitym praktykiem musiał być chirurg, który w połowie VII wieku p.n.e. zajmował się poważną raną głowy pewnej mieszkanki greckiej kolonii Abdera (dziś północna Grecja). Człowiek ten, 200 lat przed ojcem współczesnej chirurgii Hipokratesem, dysponował równie dużą wiedzą. Dowód niezwykłych umiejętności nieznanego z imienia chirurga archeolodzy odkryli podczas wykopalisk na staro- żytnym cmentarzu. Znaleźli szczątki blisko 50-letniej kobiety, która mniej więcej 20 lat przed śmiercią została ciężko ranna w głowę. Przeżyła tylko dzięki stoso- wnej pomocy.

Według prof. Anagnostisa Agelarakisa, antropologa z amerykańskiego Adelphi Universisty w Garden City, mieszanka kolonii została uderzona najprawdopo - dobniej pociskiem z procy, zapewne podczas ataku miejscowych trackich plemion na Abderę. W starożytnych zapiskach wspomina się bowiem, że miasto toczyło ciągłe wojny z lokalnymi barbarzyńcami. Ołowiana lub kamienna kula zgruchotała czaszkę i prawdopodobnie pozostawiła w ranie odpryski.

Agelarakis sądzi, że starożytny chirurg przeciął skórę głowy i odsłonił ranę. Potem stwierdził, że drobne odpryski pocisku wciąż tkwią w kości. Dlatego spiłował metalowym narzędziem tę część czaszki. Postępował dokładnie tak, jak głosi późniejszy traktat Hipokratesa "O ranach głowy" i w rezultacie ocalił mieszkance Abdery życie. Nawet dziś otwór w jej czaszce o wymiarach 1 × 1,5?cm oraz powierzchnia usuniętych kości około 7 × 2 cm robią niesamowite wra- żenie. Dowodzą bowiem jednoznacznie, że chirurg, który zajmował się ranną kobietą, był najwyższej klasy specjalistą - niewykluczone, że uczniem jakiejś jońskiej szkoły chirurgów.

Grecka kraina Jonia znajdowała się na terenie dzisiejszej zachodniej Turcji. Obejmowała m.in. wyspę Kos, z której pochodził Hipokrates. Być może zarówno on, jak i nieznany z imienia chirurg z Abdery wywodzili się z jednego ośrodka medycznego, którego wykładowcy przez setki lat doskonalili swoje umiejętności.

Miłosierni mnisi

Efekt pracy starożytnego chirurga, który amputował nogę czy usunął zgruchotane kości, jest dla archeologów widoczny od razu. Nie ulega wątpliwości, że szczątki ludzkie sprzed wielu setek czy tysięcy lat są bezcennym źródłem wiedzy o dawnych metodach leczenia. Co jednak zrobić, gdy kości nie ma? Można zbadać śmieci. Dzięki analizie szpi- talnych odpadków, pozostawionych przez XIV-wiecznych mnichów ze szkockiego klasztoru Augustianów w Soutra Aisle, współczesna nauka wzbogaciła się o niezwykłe informacje. Podczas wykopalisk w ruinach klasztornych piwnic dr Brian Moffat znalazł kawałki ceramiki z pozostałościami preparatów, bandaże wraz z kawałkami ludzkiej tkanki oraz liczne nasiona i kawałki roślin leczniczych.

Niezwykłe śmieci zachowały się do naszych czasów dzięki specyficznym właściwościom miejscowej gliniastej gleby. Ich badania ujawniły, że mnisi stosowali środki uśmierzające ból. Podawali swym pacjentom wywary m.in. z lulka czar- nego, szczwołu plamistego (czyli cykuty) i maku lekarskiego. Leczyli też szkorbut - choroba ta wywołana niedoborem witaminy C w pożywieniu powoduje m.in. wypadanie zębów. To właśnie na nie natknęli się badacze, przeglądając klasztorne śmieci. Zęby nie miały ubytków i raczej ich nie wyrwano. Zagadkę udało się rozwiązać dzięki znalezionym tuż obok nasionom i kawałkom rzeżuchy. Roślina ta, bardzo rzadko spotykana w Szkocji, zawiera dużą ilość witaminy C. Wygląda więc na to, że mnisi ratowali uzębienie podopiecznych, podając im skuteczne lekarstwo.

Poza szkorbutem zakonnicy leczyli też depresję. Ordynowali w tym celu chorym stosowany do dziś dziurawiec. Innym zalecanym przez nich medykamentem był marchewnik anyżowy. Obecnie nie stosuje się go w leczeniu, ale jak wyka- zała zrobiona na zlecenie Moffata analiza, roślina ta zawiera mnóstwo witamin oraz minerałów, w tym selen, spowal- niający procesy starzenia się organizmu.

Skąd mnisi czerpali wiedzę o leczniczych roślinach? Część informacji zawierały zapewne przechowywane w klasztornej biblioteczce starożytne księgi medyczne. Niewątpliwie inspirowali się również medycyną ludową. A ta znała setki, jeśli nie tysiące przepisów na różnorakie wywary, którymi znachorzy leczyli wieśniaków. Uzdrawiające właściwości roślin są przecież znane od tysięcy lat. Praktyka czyni mistrza, o czym czasami zapominają współcześni lekarze, usiłując nas przekonać, że skuteczne metody leczenia pojawiły się dopiero wraz z wynalezieniem aspiryny.