ziemia
dodano: 2016-03-21
Twarz sowy

Fot. Łukasz Łukasik

Twarz sowy

Sowy właściwie od zawsze wywołują w ludziach różne emocje. W jednej kulturze budzą lęk, w drugiej rodzą podziw i symbolizują mądrość. Co sprawia, że mamy do nich taki niejednoznaczny stosunek?

Łukasz Łukasik


Mitów i przesądów na temat sów nie brakuje zwłaszcza w kulturze słowiańskiej. W dawnych wierzeniach demoniczna strzyga, spijająca krew ludzi i zwierząt, często przybierała postać sowy. I w ogóle pojawienie się sowy w pobliżu ludzkich siedlisk nie zwiastowało niczego innego, tylko śmierć i nieszczęście. Być może trudno w to uwierzyć, ale również dziś, w XXI w., sowa ciągle wzbudza w ludziach mieszane uczucia. Zwłaszcza w środowiskach wiejskich nadal panuje zabobonne przekonanie, że nawoływanie sów, zwłaszcza pójdźki czy puszczyka, zwiastuje nieszczęście.

Nie brakuje powiedzeń i przysłów związanych z sową. Samo polskie słowo „sowa” wywodzi się od wyrazu „zowa”, oznaczającego ptaka przyzywającego śmierć. Nawet w nazwach poszczególnych gatunków, i polskich, i łacińskich, możemy się dopatrywać tego typu skojarzeń. Nazwa niewielkiej sowy pójdźki wywodzi się od głosu terytorialnego samca brzmiącego „puijć”, co ludziom kojarzyło się jednoznacznie. Dodatkowo gniazdowanie osobników tego gatunku w dziuplach drzew rosnących na cmentarzach i pojawianie się czy odzywanie ptaków w tych miejscach nie pozostawiały wątpliwości, że upiór ukryty w ich postaci nawołuje człowieka do grobu. Najlepiej świadczy o tym ludowe powiedzenie: „Pójdź, pójdź w dołek, pod kościołek”.

Kolejnym przykładem może być puszczyk – najpospolitsza z polskich sów, której głos, zwłaszcza przeraźliwe „kjuwiiik” samicy, również według przesądów miał zwiastować nieszczęście i wzbudzał strach wśród ludzi. Pierwszy człon nazwy łacińskiej Strix aluco oznacza strzygę, czyli wampira. W dawnych czasach wierzono, że demony te, z ptasimi szponami, nocą zamieniają się w sowy i przylatują do dziecięcych kołysek, by wypijać krew niemowląt.

W tym zbiorowym strachu przed sowami oberwało się również największemu przedstawicielowi tej rodziny występującemu w Polsce – puchaczowi. Według słowiańskich wierzeń demon zwany bobo, bobok czy bebok krył się w ciemnościach i straszono nim dzieci. Ludowa nazwa bardzo bliska jest łacińskiemu określeniu puchacza – Bubo bubo. A kto wie, być może właśnie młode puchacze, które zwykle opuszczają rodzinne gniazdo, zanim uzyskają lotność, i urządzają sobie z tego względu piesze wycieczki, były pierwowzorem błąkających się po puszczy leśnych skrzatów i duchów.

Na szczęście nie wszyscy przypisywali sowom złe cechy. W starożytnej Grecji wierzono na przykład, że pójdźka, nieodzowny atrybut bogini Ateny, jest symbolem mądrości i rozsądku. Stąd też w łacińskiej nazwie tego gatunku (Athene noctua) pojawiło się imię greckiej bogini. To korzystne dla sów nastawienie przetrwało do dnia dzisiejszego, gdyż często w literaturze, zwłaszcza dziecięcej, pojawia się sowa w okularach, z książką, jako symbol mądrości. Pozytywne nastawienie do sów mieli również starożytni Chińczycy, którzy płomykówkę uważali za ptaka wykazującego umiejętność zapobiegania pożarom i na dachach swoich domostw ustawiali jej rzeźbę. Co ciekawe, w tych samych Chinach wierzono, że sowy mogą rzucić zły czar na wystawiane na słońce dziecięce ubranka.

Krzywdząca opinia

Może zastanawiać, dlaczego właśnie tym bardzo pożytecznym ptakom przypięto tak krzywdzącą łatkę. Dlaczego ludzie bali się i nadal boją się sów? Z pewnością jedną z przyczyn jest to, że człowiek z natury boi się ciemności, tego, co tajemnicze i niewyjaśnione. Jeśli do tego wszystkiego dodamy fakt, że większość sów prowadzi nocny tryb życia, odpowiedź nasuwa się sama. Największa bowiem aktywność tych ptaków przypada na pogranicze nocy i dnia, a w wypadku niektórych gatunków – wręcz na sam środek nocy. Wyobraźmy sobie taką scenę: pełnia księżyca, środek lasu, tajemnicza bezwietrzna noc i nagle w tej ciszy rozlega się zew puszczyka – najpopularniejszej polskiej sowy. Czyż nie przypomina to sceny rodem z mrożącego krew w żyłach horroru? Do przypisania tych dźwięków jakimś diabelskim mocom niewiele trzeba komuś, kto nie zna biologii i zachowań tych ptaków. A właśnie takie warunki sprzyjają zarówno sowiemu polowaniu, jak i nawoływaniu partnera w okresie godowym czy głosowemu oznaczaniu terytorium. Sowy zdecydowanie rzadziej odzywają się w noce pochmurne, wietrzne, deszczowe, kiedy nasłuchiwanie odpowiedzi innych osobników jest zdecydowanie utrudnione.

A fakt, że szczycą się szerokim repertuarem głosów nie zawsze przyjemnie brzmiących dla przeciętnego słuchacza, był kolejnym powodem braku dla nich sympatii ze strony ludzi. Można zaryzykować stwierdzenie, że liderami, jeśli chodzi o skalę „straszności” wydawanych dźwięków, są pójdźka, płomykówka i puszczyk. No i w sumie puchacz ze swoim basowym „huu huuu”, słyszalnym nawet z 4 km, też nie wypadłby najgorzej w tej klasyfikacji. Puchacz, który osiąga wysokość 60–70 cm, żyje w niedostępnych dla człowieka fragmentach lasów, z żarzącymi się piekielną czerwienią oczami, uszami sterczącymi niczym rogi, z białą plamą w kształcie półksiężyca, ukazującą się podczas wydawania głosu, kiedy unoszą się pióra na gardle – jak nic demon wcielony. Do tego jeszcze pojawia się niespodziewanie i niezauważenie dzięki swemu bezszelestnemu lotowi. Niczego więcej nie trzeba, żeby pobudzić ludzką wyobraźnię.

Uzupełniając te wszystkie skojarzenia, należy dodać, że sowy wyróżnia spośród innych ptaków jeszcze jedna ważna cecha. Ich oczy nie są umieszczone po bokach głowy, ale z przodu, tak jak u człowieka, dzięki czemu nadają im upiornego, wręcz zbliżonego do ludzkiego wyglądu. To z pewnością również wpłynęło na nastawienie ludzi do tych ptaków.

Łowca doskonały

Układ oczu oczywiście nie ma nadawać sowom demonicznego wyglądu, ale ułatwiać zdobywanie pożywienia. Dzięki temu, że są one skierowane po przodu, ich pola widzenia częściowo nakładają się na siebie, umożliwiając widzenie przestrzenne. Sowy widzą więc trójwymiarowo, a dzięki temu lepiej szacują odległość od celu. Zdolność ta bardzo przydaje się podczas polowania. Przy takim układzie oczu kąt widzenia sów jest w porównaniu z innymi ptakami znacznie ograniczony. Doskonale to kompensuje szyja, która umożliwia obrót głowy nawet o 270°. Jeśli siedząca sowa dodatkowo uzupełni obrót głowy ruchem ciała, jest w stanie uzyskać pełny kąt 360°.

Charakterystyczne dla sów są również talerzowato ułożone wokół oczu i dzioba pióra, tzw. szlara, która sprawia, że sowa wygląda, jakby miała ludzką twarz. U płomykówki ma ona kształt sercowaty, u innych sów jest zaokrąglona. Szlara to kolejne przystosowanie do polowania, gdyż spełnia funkcję radaru wyłapującego dźwięki i jest zdecydowanie bardziej wykształcona u sów prowadzących typowo nocny tryb życia. Oczywiście dla drapieżnika polującego w ciemnościach poza ulepszonym wzrokiem słuch jest również bardzo ważnym i rozwiniętym zmysłem, wielokrotnie przewyższającym możliwości słuchu człowieka. Otwory uszne znajdują się po bokach czaszki na wysokości oczu. Dzięki asymetrycznemu umiejscowieniu dźwięk dociera do nich w różnym czasie, a to umożliwia ptakom precyzyjne określenie lokalizacji ofiary.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 04/2016 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
02/2017
01/2017
Kalendarium
Luty
24
W 1931 r. SS Niemen jako pierwszy polski statek handlowy przepłynął równik
Warto przeczytać
Mechanika kwantowa jest piękną, precyzyjną i logiczną konstrukcją matematyczną, doskonale opisująca Naturę. Z tym że właściwie nikt nie wie, jak należy ją rozumieć.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2016-03-21
Twarz sowy

Fot. Łukasz Łukasik

Twarz sowy

Sowy właściwie od zawsze wywołują w ludziach różne emocje. W jednej kulturze budzą lęk, w drugiej rodzą podziw i symbolizują mądrość. Co sprawia, że mamy do nich taki niejednoznaczny stosunek?

Łukasz Łukasik


Mitów i przesądów na temat sów nie brakuje zwłaszcza w kulturze słowiańskiej. W dawnych wierzeniach demoniczna strzyga, spijająca krew ludzi i zwierząt, często przybierała postać sowy. I w ogóle pojawienie się sowy w pobliżu ludzkich siedlisk nie zwiastowało niczego innego, tylko śmierć i nieszczęście. Być może trudno w to uwierzyć, ale również dziś, w XXI w., sowa ciągle wzbudza w ludziach mieszane uczucia. Zwłaszcza w środowiskach wiejskich nadal panuje zabobonne przekonanie, że nawoływanie sów, zwłaszcza pójdźki czy puszczyka, zwiastuje nieszczęście.

Nie brakuje powiedzeń i przysłów związanych z sową. Samo polskie słowo „sowa” wywodzi się od wyrazu „zowa”, oznaczającego ptaka przyzywającego śmierć. Nawet w nazwach poszczególnych gatunków, i polskich, i łacińskich, możemy się dopatrywać tego typu skojarzeń. Nazwa niewielkiej sowy pójdźki wywodzi się od głosu terytorialnego samca brzmiącego „puijć”, co ludziom kojarzyło się jednoznacznie. Dodatkowo gniazdowanie osobników tego gatunku w dziuplach drzew rosnących na cmentarzach i pojawianie się czy odzywanie ptaków w tych miejscach nie pozostawiały wątpliwości, że upiór ukryty w ich postaci nawołuje człowieka do grobu. Najlepiej świadczy o tym ludowe powiedzenie: „Pójdź, pójdź w dołek, pod kościołek”.

Kolejnym przykładem może być puszczyk – najpospolitsza z polskich sów, której głos, zwłaszcza przeraźliwe „kjuwiiik” samicy, również według przesądów miał zwiastować nieszczęście i wzbudzał strach wśród ludzi. Pierwszy człon nazwy łacińskiej Strix aluco oznacza strzygę, czyli wampira. W dawnych czasach wierzono, że demony te, z ptasimi szponami, nocą zamieniają się w sowy i przylatują do dziecięcych kołysek, by wypijać krew niemowląt.

W tym zbiorowym strachu przed sowami oberwało się również największemu przedstawicielowi tej rodziny występującemu w Polsce – puchaczowi. Według słowiańskich wierzeń demon zwany bobo, bobok czy bebok krył się w ciemnościach i straszono nim dzieci. Ludowa nazwa bardzo bliska jest łacińskiemu określeniu puchacza – Bubo bubo. A kto wie, być może właśnie młode puchacze, które zwykle opuszczają rodzinne gniazdo, zanim uzyskają lotność, i urządzają sobie z tego względu piesze wycieczki, były pierwowzorem błąkających się po puszczy leśnych skrzatów i duchów.

Na szczęście nie wszyscy przypisywali sowom złe cechy. W starożytnej Grecji wierzono na przykład, że pójdźka, nieodzowny atrybut bogini Ateny, jest symbolem mądrości i rozsądku. Stąd też w łacińskiej nazwie tego gatunku (Athene noctua) pojawiło się imię greckiej bogini. To korzystne dla sów nastawienie przetrwało do dnia dzisiejszego, gdyż często w literaturze, zwłaszcza dziecięcej, pojawia się sowa w okularach, z książką, jako symbol mądrości. Pozytywne nastawienie do sów mieli również starożytni Chińczycy, którzy płomykówkę uważali za ptaka wykazującego umiejętność zapobiegania pożarom i na dachach swoich domostw ustawiali jej rzeźbę. Co ciekawe, w tych samych Chinach wierzono, że sowy mogą rzucić zły czar na wystawiane na słońce dziecięce ubranka.

Krzywdząca opinia

Może zastanawiać, dlaczego właśnie tym bardzo pożytecznym ptakom przypięto tak krzywdzącą łatkę. Dlaczego ludzie bali się i nadal boją się sów? Z pewnością jedną z przyczyn jest to, że człowiek z natury boi się ciemności, tego, co tajemnicze i niewyjaśnione. Jeśli do tego wszystkiego dodamy fakt, że większość sów prowadzi nocny tryb życia, odpowiedź nasuwa się sama. Największa bowiem aktywność tych ptaków przypada na pogranicze nocy i dnia, a w wypadku niektórych gatunków – wręcz na sam środek nocy. Wyobraźmy sobie taką scenę: pełnia księżyca, środek lasu, tajemnicza bezwietrzna noc i nagle w tej ciszy rozlega się zew puszczyka – najpopularniejszej polskiej sowy. Czyż nie przypomina to sceny rodem z mrożącego krew w żyłach horroru? Do przypisania tych dźwięków jakimś diabelskim mocom niewiele trzeba komuś, kto nie zna biologii i zachowań tych ptaków. A właśnie takie warunki sprzyjają zarówno sowiemu polowaniu, jak i nawoływaniu partnera w okresie godowym czy głosowemu oznaczaniu terytorium. Sowy zdecydowanie rzadziej odzywają się w noce pochmurne, wietrzne, deszczowe, kiedy nasłuchiwanie odpowiedzi innych osobników jest zdecydowanie utrudnione.

A fakt, że szczycą się szerokim repertuarem głosów nie zawsze przyjemnie brzmiących dla przeciętnego słuchacza, był kolejnym powodem braku dla nich sympatii ze strony ludzi. Można zaryzykować stwierdzenie, że liderami, jeśli chodzi o skalę „straszności” wydawanych dźwięków, są pójdźka, płomykówka i puszczyk. No i w sumie puchacz ze swoim basowym „huu huuu”, słyszalnym nawet z 4 km, też nie wypadłby najgorzej w tej klasyfikacji. Puchacz, który osiąga wysokość 60–70 cm, żyje w niedostępnych dla człowieka fragmentach lasów, z żarzącymi się piekielną czerwienią oczami, uszami sterczącymi niczym rogi, z białą plamą w kształcie półksiężyca, ukazującą się podczas wydawania głosu, kiedy unoszą się pióra na gardle – jak nic demon wcielony. Do tego jeszcze pojawia się niespodziewanie i niezauważenie dzięki swemu bezszelestnemu lotowi. Niczego więcej nie trzeba, żeby pobudzić ludzką wyobraźnię.

Uzupełniając te wszystkie skojarzenia, należy dodać, że sowy wyróżnia spośród innych ptaków jeszcze jedna ważna cecha. Ich oczy nie są umieszczone po bokach głowy, ale z przodu, tak jak u człowieka, dzięki czemu nadają im upiornego, wręcz zbliżonego do ludzkiego wyglądu. To z pewnością również wpłynęło na nastawienie ludzi do tych ptaków.

Łowca doskonały

Układ oczu oczywiście nie ma nadawać sowom demonicznego wyglądu, ale ułatwiać zdobywanie pożywienia. Dzięki temu, że są one skierowane po przodu, ich pola widzenia częściowo nakładają się na siebie, umożliwiając widzenie przestrzenne. Sowy widzą więc trójwymiarowo, a dzięki temu lepiej szacują odległość od celu. Zdolność ta bardzo przydaje się podczas polowania. Przy takim układzie oczu kąt widzenia sów jest w porównaniu z innymi ptakami znacznie ograniczony. Doskonale to kompensuje szyja, która umożliwia obrót głowy nawet o 270°. Jeśli siedząca sowa dodatkowo uzupełni obrót głowy ruchem ciała, jest w stanie uzyskać pełny kąt 360°.

Charakterystyczne dla sów są również talerzowato ułożone wokół oczu i dzioba pióra, tzw. szlara, która sprawia, że sowa wygląda, jakby miała ludzką twarz. U płomykówki ma ona kształt sercowaty, u innych sów jest zaokrąglona. Szlara to kolejne przystosowanie do polowania, gdyż spełnia funkcję radaru wyłapującego dźwięki i jest zdecydowanie bardziej wykształcona u sów prowadzących typowo nocny tryb życia. Oczywiście dla drapieżnika polującego w ciemnościach poza ulepszonym wzrokiem słuch jest również bardzo ważnym i rozwiniętym zmysłem, wielokrotnie przewyższającym możliwości słuchu człowieka. Otwory uszne znajdują się po bokach czaszki na wysokości oczu. Dzięki asymetrycznemu umiejscowieniu dźwięk dociera do nich w różnym czasie, a to umożliwia ptakom precyzyjne określenie lokalizacji ofiary.