człowiek
dodano: 2016-09-28
Złodzieje pomysłów

Fot. ShutterPNPhotography/Shutterstock.com

Szpiegostwo gospodarcze to drugi najstarszy zawód świata. Konkurenci w biznesie od zawsze podkradali sobie pomysły i klientów, ale techniki, jakimi dysponują dzisiaj, naprawdę szokują.


Kamil Nadolski

 

Sto miliardów dolarów! Na tyle wyceniany jest największy sekret branży spożywczej, który od lat uchodzi za najpilniej strzeżoną tajemnicę handlową. To mniej więcej tyle, ile Chiny wydają na utrzymanie swojej armii. Za tak pokaźną sumą stoi receptura coca-coli, którą 130 lat temu opracował farmaceuta John Pemberton. Formuła napoju trzymana jest w specjalnym sejfie w Atlancie, do którego dostęp mają tylko dwie osoby z najwyższych władz koncernu. Plotka głosi, że ze względów bezpieczeństwa nie wolno im nawet latać jednym samolotem. W obawie przed odkryciem tajemnicy władze kompanii już dawno temu nakazały usunąć z etykiet szczegółowy skład napoju, niszczyć faktury składników zamawianych przez firmę i bardzo dokładnie sprawdzać pracowników mających dostęp do linii produkcyjnej. – Jeśli największa świętość firmy trafi w niewłaściwe ręce, będzie to oznaczać zmierzch Coca-Coli – stwierdził przed laty Asa Griggs Candler, jeden z pierwszych prezesów koncernu. I taka polityka obowiązuje do dzisiaj.

Obecnie Coca-Cola jest największą firmą napojową na świecie. Zatrudnia blisko 100 tys. osób, ma w ofercie ponad 3 tys. produktów dystrybuowanych w 206 krajach, a dzienna sprzedaż waha się w granicach 1,7 mld butelek. I choć przez lata powstało wiele napojów, które bazują na podobieństwie smaku, a konkurencja wielokrotnie chwaliła się własną colą, nikomu nie udało się w 100% odtworzyć składników i odpowiednich proporcji. Nic zatem dziwnego, że oryginalna receptura stanowi łakomy kąsek dla konkurencji.

W 2007 r. na tej wiedzy chciała zarobić Joya Williams, 42-letnia menedżerka Coca-Coli, która próbowała wykraść recepturę i sprzedać ją za „marne” 1,5 mln dol. konkurencyjnej Pepsi. Na szczęście przestępstwo szybko wykryto, a Williams trafiła na osiem lat do więzienia. Zresztą nie ona pierwsza. Szpiegostwo gospodarcze to drugi najstarszy zawód świata. Konkurenci w biznesie od zawsze podkradali sobie pomysły i klientów, ale techniki, jakimi dysponują dzisiaj, naprawdę szokują.

 

Szpiedzy z Allegro

 

Zaczyna się niewinnie. Biznesmen po zameldowaniu się w hotelu udaje się do swojego pokoju. Tam na łóżku czeka na niego karteczka z hasłem do sieci wi-fi, jako login posłuży nazwisko. Hotelowy standard. Pewnie dosyć szybko zechce sprawdzić skrzynkę pocztową lub notowania giełdowe, więc po włączeniu laptopa jeszcze tylko potwierdzi aktualizacje, o które prosi go system, i może zabrać się za swoje sprawy. Nie wie tylko, że od tego momentu każdy jego ruch w sieci, każde wstukiwane hasło na klawiaturze, a także zawartość laptopa będą dostępne dla hakera, który włamał się do jego komputera. W ten sposób od kilku lat funkcjonuje grupa cyberszpiegowska o nazwie Darkhotel, której istnienie ujawnili dwa lata temu specjaliści z firmy Kaspersky Lab.

Zamiast atakować bezpośrednio laptop czy tablet wysoko postawionego prezesa lub członka zarządu, hakerzy śledzą trasy ich podróży służbowych, włamując się do sieci hoteli, w których się zatrzymują. Przedsiębiorcy sami instalują nieświadomie trojany na swoich komputerach, które przez zhakowaną sieć wi-fi ukryte są w podstawionych aktualizacjach popularnych oprogramowań: Google Toolbar, Adobe Flash lub Windows Messenger. Genialne w swej prostocie i niezwykle skuteczne. Ofiary mogą stracić wiele cennych danych, łącznie z własnością firm, które reprezentują, nawet o tym nie wiedząc, bo hakerzy po całej akcji kasują wszelkie ślady swojej działalności.

– Osoby z Darkhotel przeprowadziły wiele skutecznych ataków na szereg przedsiębiorców z całego świata, stosując metody i techniki wykraczające poza typowe zachowania cyberprzestępcze. Atakujący posiadają kompetencje operacyjne, matematyczne i cyberanalityczne zdolności ofensywne oraz inne zasoby, dzięki którym mogą wykorzystać zaufane sieci komercyjne oraz atakować ze strategiczną precyzją określone kategorie ofiar – ostrzega Kurt Baumgartner, badacz ds. bezpieczeństwa Kaspersky Lab.

Asortyment metod i gadżetów, które mogą posłużyć do kradzieży poufnych informacji, stale rośnie. Złodzieje bez skrupułów wykorzystują luki w systemach zabezpieczeń, a specjaliści ostrzegają, że programy antywirusowe, antywłamaniowe, antyspamowe, a nawet hasła ograniczające dostęp do komputera czy poszczególnych plików to dzisiaj za mało. Na rynku bez trudu można nabyć urządzenia USB, które omijają te zabezpieczenia i rejestrują zrzuty z ekranu, znaki wpisane na klawiaturze komputera, odwiedzane strony w sieci i rozmowy w komunikatorach tekstowych.

Zresztą, aby przekonać się, jak wymyślnymi gadżetami dysponuje dziś rynek, wystarczy wejść na jeden z popularnych serwisów aukcyjnych i wpisać hasło „szpiegowski”. Od razu zostaniemy zasypani setkami ofert sprzętów, które możemy kupić legalnie. Najtańsze podsłuchy z nadajnikiem do nagrywania to koszt 25 zł. Za kilkaset można kupić minikamery do złudzenia przypominające spinki do mankietów, kamerki ukryte w długopisach, pieczątkach, zegarkach, okularach, a nawet w listwie zasilającej. Za pomocą tej ostatniej kilka lat temu podsłuchiwany był zresztą prezes KGHM. Dziś każdy może być szpiegiem.

Niepokój budzi zwłaszcza profesjonalny sprzęt. W walizce da się ukryć mikrofon kierunkowy, zdolny podsłuchać rozmowę z odległości nawet 2 km. –  Zwykła kropka na oknie może się okazać mikrofonem laserowym, zbierającym rozmowy dzięki drganiom szyby – ostrzega Eamon Javers, amerykański dziennikarz zajmujący się problemami bezpieczeństwa. Taki gadżet przyczynił się m.in. do wytropienia Osamy bin Ladena. Jednym z najbardziej popularnych urządzeń używanych do szpiegostwa gospodarczego jest keylogger w postaci przejściówki podłączanej między klawiaturą a komputerem, która zbiera wszystkie informacje wstukiwane w klawiaturę. Zagrożenie stwarzają także technologie pozwalające nieuprawnionym osobom przechwytywać za pośrednictwem czułego odbiornika obraz z włączonych monitorów działających w danej firmie.

Strach pomyśleć, jak będzie wyglądała technologia jutra. Być może przedsmak takiej przyszłości zaserwowali nam twórcy filmu „Incepcja” z Leonardo DiCaprio w roli głównej, który gra szpiega przemysłowego wydobywającego od biznesmenów największe tajemnice. Robi to bezpośrednio z ich umysłów.

– Bez względu na poziom zaawansowania technologii najsłabszym ogniwem zawsze pozostaje człowiek – przyznaje Michał Rapacki, detektyw i prezes Business Security Agency, firmy, która od 12 lat zajmuje się wywiadem gospodarczym w Polsce.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 10/2016 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
02/2017
01/2017
Kalendarium
Luty
24
W 1931 r. SS Niemen jako pierwszy polski statek handlowy przepłynął równik
Warto przeczytać
Grafika komputerowa zazwyczaj kojarzy się z wyretuszowanymi zdjęciami modeli i modelek. W rzeczywistości daje nam o wiele większe możliwości.
Piksele, wektory i inne stwory to wprowadzenie do grafiki komputerowej dla dzieci i nie tylko.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2016-09-28
Złodzieje pomysłów

Fot. ShutterPNPhotography/Shutterstock.com

Szpiegostwo gospodarcze to drugi najstarszy zawód świata. Konkurenci w biznesie od zawsze podkradali sobie pomysły i klientów, ale techniki, jakimi dysponują dzisiaj, naprawdę szokują.


Kamil Nadolski

 

Sto miliardów dolarów! Na tyle wyceniany jest największy sekret branży spożywczej, który od lat uchodzi za najpilniej strzeżoną tajemnicę handlową. To mniej więcej tyle, ile Chiny wydają na utrzymanie swojej armii. Za tak pokaźną sumą stoi receptura coca-coli, którą 130 lat temu opracował farmaceuta John Pemberton. Formuła napoju trzymana jest w specjalnym sejfie w Atlancie, do którego dostęp mają tylko dwie osoby z najwyższych władz koncernu. Plotka głosi, że ze względów bezpieczeństwa nie wolno im nawet latać jednym samolotem. W obawie przed odkryciem tajemnicy władze kompanii już dawno temu nakazały usunąć z etykiet szczegółowy skład napoju, niszczyć faktury składników zamawianych przez firmę i bardzo dokładnie sprawdzać pracowników mających dostęp do linii produkcyjnej. – Jeśli największa świętość firmy trafi w niewłaściwe ręce, będzie to oznaczać zmierzch Coca-Coli – stwierdził przed laty Asa Griggs Candler, jeden z pierwszych prezesów koncernu. I taka polityka obowiązuje do dzisiaj.

Obecnie Coca-Cola jest największą firmą napojową na świecie. Zatrudnia blisko 100 tys. osób, ma w ofercie ponad 3 tys. produktów dystrybuowanych w 206 krajach, a dzienna sprzedaż waha się w granicach 1,7 mld butelek. I choć przez lata powstało wiele napojów, które bazują na podobieństwie smaku, a konkurencja wielokrotnie chwaliła się własną colą, nikomu nie udało się w 100% odtworzyć składników i odpowiednich proporcji. Nic zatem dziwnego, że oryginalna receptura stanowi łakomy kąsek dla konkurencji.

W 2007 r. na tej wiedzy chciała zarobić Joya Williams, 42-letnia menedżerka Coca-Coli, która próbowała wykraść recepturę i sprzedać ją za „marne” 1,5 mln dol. konkurencyjnej Pepsi. Na szczęście przestępstwo szybko wykryto, a Williams trafiła na osiem lat do więzienia. Zresztą nie ona pierwsza. Szpiegostwo gospodarcze to drugi najstarszy zawód świata. Konkurenci w biznesie od zawsze podkradali sobie pomysły i klientów, ale techniki, jakimi dysponują dzisiaj, naprawdę szokują.

 

Szpiedzy z Allegro

 

Zaczyna się niewinnie. Biznesmen po zameldowaniu się w hotelu udaje się do swojego pokoju. Tam na łóżku czeka na niego karteczka z hasłem do sieci wi-fi, jako login posłuży nazwisko. Hotelowy standard. Pewnie dosyć szybko zechce sprawdzić skrzynkę pocztową lub notowania giełdowe, więc po włączeniu laptopa jeszcze tylko potwierdzi aktualizacje, o które prosi go system, i może zabrać się za swoje sprawy. Nie wie tylko, że od tego momentu każdy jego ruch w sieci, każde wstukiwane hasło na klawiaturze, a także zawartość laptopa będą dostępne dla hakera, który włamał się do jego komputera. W ten sposób od kilku lat funkcjonuje grupa cyberszpiegowska o nazwie Darkhotel, której istnienie ujawnili dwa lata temu specjaliści z firmy Kaspersky Lab.

Zamiast atakować bezpośrednio laptop czy tablet wysoko postawionego prezesa lub członka zarządu, hakerzy śledzą trasy ich podróży służbowych, włamując się do sieci hoteli, w których się zatrzymują. Przedsiębiorcy sami instalują nieświadomie trojany na swoich komputerach, które przez zhakowaną sieć wi-fi ukryte są w podstawionych aktualizacjach popularnych oprogramowań: Google Toolbar, Adobe Flash lub Windows Messenger. Genialne w swej prostocie i niezwykle skuteczne. Ofiary mogą stracić wiele cennych danych, łącznie z własnością firm, które reprezentują, nawet o tym nie wiedząc, bo hakerzy po całej akcji kasują wszelkie ślady swojej działalności.

– Osoby z Darkhotel przeprowadziły wiele skutecznych ataków na szereg przedsiębiorców z całego świata, stosując metody i techniki wykraczające poza typowe zachowania cyberprzestępcze. Atakujący posiadają kompetencje operacyjne, matematyczne i cyberanalityczne zdolności ofensywne oraz inne zasoby, dzięki którym mogą wykorzystać zaufane sieci komercyjne oraz atakować ze strategiczną precyzją określone kategorie ofiar – ostrzega Kurt Baumgartner, badacz ds. bezpieczeństwa Kaspersky Lab.

Asortyment metod i gadżetów, które mogą posłużyć do kradzieży poufnych informacji, stale rośnie. Złodzieje bez skrupułów wykorzystują luki w systemach zabezpieczeń, a specjaliści ostrzegają, że programy antywirusowe, antywłamaniowe, antyspamowe, a nawet hasła ograniczające dostęp do komputera czy poszczególnych plików to dzisiaj za mało. Na rynku bez trudu można nabyć urządzenia USB, które omijają te zabezpieczenia i rejestrują zrzuty z ekranu, znaki wpisane na klawiaturze komputera, odwiedzane strony w sieci i rozmowy w komunikatorach tekstowych.

Zresztą, aby przekonać się, jak wymyślnymi gadżetami dysponuje dziś rynek, wystarczy wejść na jeden z popularnych serwisów aukcyjnych i wpisać hasło „szpiegowski”. Od razu zostaniemy zasypani setkami ofert sprzętów, które możemy kupić legalnie. Najtańsze podsłuchy z nadajnikiem do nagrywania to koszt 25 zł. Za kilkaset można kupić minikamery do złudzenia przypominające spinki do mankietów, kamerki ukryte w długopisach, pieczątkach, zegarkach, okularach, a nawet w listwie zasilającej. Za pomocą tej ostatniej kilka lat temu podsłuchiwany był zresztą prezes KGHM. Dziś każdy może być szpiegiem.

Niepokój budzi zwłaszcza profesjonalny sprzęt. W walizce da się ukryć mikrofon kierunkowy, zdolny podsłuchać rozmowę z odległości nawet 2 km. –  Zwykła kropka na oknie może się okazać mikrofonem laserowym, zbierającym rozmowy dzięki drganiom szyby – ostrzega Eamon Javers, amerykański dziennikarz zajmujący się problemami bezpieczeństwa. Taki gadżet przyczynił się m.in. do wytropienia Osamy bin Ladena. Jednym z najbardziej popularnych urządzeń używanych do szpiegostwa gospodarczego jest keylogger w postaci przejściówki podłączanej między klawiaturą a komputerem, która zbiera wszystkie informacje wstukiwane w klawiaturę. Zagrożenie stwarzają także technologie pozwalające nieuprawnionym osobom przechwytywać za pośrednictwem czułego odbiornika obraz z włączonych monitorów działających w danej firmie.

Strach pomyśleć, jak będzie wyglądała technologia jutra. Być może przedsmak takiej przyszłości zaserwowali nam twórcy filmu „Incepcja” z Leonardo DiCaprio w roli głównej, który gra szpiega przemysłowego wydobywającego od biznesmenów największe tajemnice. Robi to bezpośrednio z ich umysłów.

– Bez względu na poziom zaawansowania technologii najsłabszym ogniwem zawsze pozostaje człowiek – przyznaje Michał Rapacki, detektyw i prezes Business Security Agency, firmy, która od 12 lat zajmuje się wywiadem gospodarczym w Polsce.