ziemia
Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2016-10-21
Zielone miasta przyszłości

Wygląda na to, że ludzkość pokochała miejski styl życia – na dobre i złe. Kiedy zaczynał się wiek XVIII, na Ziemi żyło około 800-900 mln ludzi. Zaledwie 30-40 mln z nich, czyli kilka procent całej populacji, mieszkało w miastach. Sto lat później ludzkość liczyła już półtora miliarda, a liczba mieszkańców miast wzrosła do około 150 mln. Już wtedy pisano, że miasta rozwijają się w szalonym tempie. Nikt jednak nie przewidział tego, co zdarzy się w XX w.

Dziś glob zamieszkuje 7 mld ludzi i według szacunków demografów, m.in. z Funduszu Ludnościowego ONZ, połowa z nas mieszka już w miastach. W wyniku procesów urbanizacyjnych ludzkość, która przez tysiące lat preferowała swobodną przestrzeń i wiejski styl życia w małych społecznościach, zaczyna się tłoczyć w gigantycznych skupiskach. Największe z tych ośrodków miejskich liczą po kilkadziesiąt milionów osobników. Trend ten utrzymuje się. Demografowie prognozują, że w 2050 r. trzech na czterech mieszkańców globu będzie żyło w miastach.

Wielu badaczy uważa urbanizację za naturalne zjawisko towarzyszące zmianom społecznym i gospodarczym na świecie. Pojawiło się ono w XIX w. wraz z epoką przemysłową, najpierw w Europie i Ameryce Północnej, gdzie ludzie uciekali z zacofanej i przeludnionej wsi do szybko rozwijających się miast. Dwie, trzy dekady temu tą drogą podążył najludniejszy z kontynentów – Azja, a teraz to samo dzieje się w Afryce.

Współczesne molochy często porównuje się do mrowisk. Nie do końca słusznie. Kopce małych owadów są świetnie, rzec można inteligentnie zaplanowane. Natomiast żywiołowo rozwijające się metropolie to królestwa chaosu – społecznego, architektonicznego, urbanistycznego. Takie miasta nie ułatwiają życia ich mieszkańcom, stanowią olbrzymie obciążenie dla globu. Co zrobić z tym fantem? Eksperci odpowiadają: zawczasu planować rozwój miast, skoro ludzie nadal do nich ciągną. A te już istniejące, zmieniać w miejsca przyjazne dla życia: zielone, bezpieczne, zdrowe i sprawiedliwe środowiskowo.



Miasta mają oczywiście swoje zalety. To w nich koncentruje się wiedza, władza i kapitał. Fizyk Luis Bettencourt i matematyk Geoffrey West, profesorowie słynnego Santa Fe Institute, wykazali kiedyś przy pomocy równań, że to właśnie duże „zagęszczenie interakcji społecznych” jest warunkiem innowacyjności i kreatywności. Im gęściej od ludzi, tym większe prawdopodobieństwo, że ich niezliczone kontakty dadzą początek nowej idei. Bettencourt i West zauważyli, że XX w. był okresem wyścigu intelektualnego na niespotykaną wcześniej skalę, przy czym ten wyścig odbywał się głównie w miastach i pomiędzy miastami. To one dominują w sferze kultury, edukacji, nauki i ochrony zdrowia. Ich rola stale rośnie. Katalizatorem tego procesu są interakcje społeczne skoncentrowane na niewielkiej przestrzeni. „Milion ludzi żyjących w wielkim mieście to inna jakość społeczna i ekonomiczna niż milion ludzi rozrzuconych na dużym obszarze. Aglomeracje są dziś akceleratorami zmian globalnych. Czas płynie w nich szybciej” – pisali Bettencourt i West. I oni jednak dostrzegali wady molochów. „Trzeba walczyć z zanieczyszczeniem powietrza, przestępczością, negatywnymi dla zdrowia skutkami zgiełku i ścisku. Zarazem trzeba wzmacniać unikalne korzyści, jakich nam aglomeracje dostarczają. Za pół wieku to one staną się dominującym środowiskiem życia Homo sapiens” – zauważali.

Rok temu Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło Agendę 2030 dla Zrównoważonego Rozwoju – plan radykalnych „działań na rzecz ludzi, planety i dobrobytu”, jak czytamy w rezolucji przegłosowanej we wrześniu 2015 r. Plan wyznacza 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju, które mają zostać zrealizowane w 15 lat. Jest wśród nich Cel 11 dotyczący miast. Jego przesłanie brzmi: „Uczyńmy je bezpiecznymi, odpornymi na zagrożenia i zrównoważonymi”. Świetnie, tylko jak?

W Agendzie 2030 znajdziemy wiele szczegółowych celów, które mają do tego doprowadzić. Kwestie społeczne, takie jak walka z biedą i nierównościami oraz poprawa stanu zdrowia mieszkańców, stale przeplatają się z wyzwaniami środowiskowymi, takimi jak łatwo dostępny i czysty transport publiczny, równomierne zazielenianie miast, otwarte dla wszystkich tereny rekreacyjne, zmniejszenie ilości zanieczyszczeń atmosferycznych oraz ograniczenie ilości odpadów. Autorzy rezolucji podkreślają, że miasta zajmujące dziś około 3% powierzchni ziemskich lądów, pożerają trzy czwarte energii i odpowiadają za 70% emisji dwutlenku węgla. Konsumują też olbrzymie ilości wody, głównie na ich potrzeby pracuje rolnictwo. Zatem kto chce uchronić planetę od dewastacji, ten powinien zadbać o zrównoważony rozwój miast.

LAS VEGAS: ROZLEWAJĄCE SIĘ MIASTO                                                                            

Las Vegas jest najszybciej rozwijającym się obszarem metropolitalnym w Stanach Zjednoczonych. Rozkwit przemysłu turystycznego i hazardowego przyczyniły się do gwałtowniejszego wzrostu populacji. W 1950 roku Las Vegas zamieszkały 24 624 osoby. Dzisiaj populacja hrabstwa Clark, obejmującego Las Vegas, sięga prawie 2 milionów obywateli.Wpływa to znacząco na uszczuplenie dostępnych zasobów wody i zmiany zachodzące w krajobrazie (m.in.: rozwój asfaltowych i betonowych dróg oraz innych elementów infrastruktury, powiązany ze zmniejszeniem powierzchni wybranych obszarów zielonych) .Zdjęcie satelitarne pokazują skalę zmian w strukturze przestrzennej obszaru – zmian wynikających z rozlewania się miasta (źródło: „The Atlas of Our Changing Environment").

Przyszłości miast w naszym regionie wiele uwagi poświęca najnowszy raport GEO-6 przygotowany przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP). Debatowano nad nim we wrześniu tego roku w Warszawie podczas międzynarodowej konferencji „Nauka, biznes i środowisko”, zorganizowanej z inicjatywy Centrum UNEP/GRID-Warszawa. W Europie w miastach mieszka ponad 70% ludzi, a w 2030 r. odsetek ten zwiększy się do 80%. Jednym z niekorzystnych trendów było likwidowanie obszarów zielonych na rzecz budynków, dróg i innej infrastruktury miejskiej. Tym czasem w raporcie GEO-6 możemy przeczytać, że „kurczenie się zielonych terenów w miastach potęguje skutki zmian klimatycznych oraz prowadzi do pogorszenia fizycznego, psychicznego i umysłowego rozwoju dzieci oraz ogólnego spadku jakości życia”.

Rzeczywiście, życie w wielkim mieście zapewnia mnogość kontaktów społecznych, ale niekoniecznie wpływa pozytywnie na pracę naszych neuronów. Marc Berman, psycholog z Uniwersytetu Stanowego Michigan przeprowadził swego czasu banalny eksperyment. Poprosił kilkadziesiąt osób, aby pospacerowały sobie przez pół godziny po zatłoczonym centrum Chicago, a potem sprawdził efektywność pracy ich mózgów. U wszystkich była nieco przytępiona. Rok później Berman poprosił te same osoby, aby ponownie odbyły półgodzinny spacer, ale tym razem po podmiejskim lesie, z dala od zgiełku i hałasu. Wynik był odmienny – szare komórki przyspieszyły. Uczestnicy sprawniej, ale też z większym zaangażowaniem rozwiązywali testy pamięci i koncentracji. „Nasze neurony lubią mnogość wrażeń, ale pod warunkiem, że ich intensywność nie przekracza pewnego poziomu. Gdy limit wytrzymałości zostanie przekroczony, wtedy mózg reaguje spowolnieniem procesów myślowych i obniżeniem wrażliwości na stres” – konkludował naukowiec.

Inny przykład dostarczyli naukowcy z Uniwersytetu Harwardzkiego, którzy doszli do wniosku, że uczniowie z podstawówek otoczonych zielenią lepiej się uczą i łatwiej zdają testy. Sporządzili oni ranking 900 szkół w amerykańskim stanie Massachusetts, a potem zaczęli analizować czynniki mogące mieć wpływ na miejsce w rankingu. Pod uwagę wzięto płeć, rasę, nieobecności w szkole, liczebność klas, dochody rodziców. Wszystko to miało oczywiście pewne znaczenie, ale okazało się, że liczy się coś jeszcze: gęstość zieleni w najbliższej okolicy szkoły. W innym badaniu, przeprowadzonym w Japonii, naukowcy szukali związków pomiędzy wynikami w nauce licealistów ze 101 szkół średnich a widokiem z okien w salach, w których się uczą. Tam, gdzie widać było drzewa i krzewy, licealiści dziwnym trafem mieli lepsze stopnie, pomyślniej przechodzili przez testy i częściej wybierali się na studia.



Z wielu badań wynika też, że w zielonych miastach ludzie są nie tylko zdrowsi fizycznie i psychicznie, ale też bardziej bezpieczni. Zadbana zieleń świadczy o tym, że ktoś się troszczy o okolicę i że znajduje się ona pod nadzorem mieszkańców. Dla przestępcy to sygnał, że nie ma tu czego szukać. Geograf Pengyu Zhu z Uniwersytetu Południowej Kalifornii zauważył, że na zdjęciach satelitarnych łatwo jest po ilości zieleni odróżnić bogate dzielnice miasta od biednych. Im biedniejsza okolica, tym mniej drzew.

„Urbanizacja kreuje nierówności środowiskowe, które odbijają się na jakości życia mieszkańców miast. Dobrze zaplanowane miasto to miasto zielone i zdrowe” – stwierdza raport GEO-6. Podczas konferencji „Nauka, biznes i środowisko” sporo mówiono o „zielonej urbanizacji”, na którą składają się takie działania jak zazielenianie dachów, promowanie czystego transportu, czy też wprowadzanie na masową skalę inteligentnych technologii. Zatrzymajmy się na moment przy tych ostatnich. To one, na przykład, mogą stać się podstawą nowej mobilności miejskiej, w której rola samochodu osobowego zostanie znacznie zredukowana na rzecz transportu zbiorowego. Ale to nie wszystko. Taka gęsta sieć czujników, odbiorników GPS, czytników identyfikacyjnych i urządzeń pomiarowych rozmieszczonych może robić znacznie więcej rzeczy, na przykład monitorować poziom zanieczyszczeń atmosferycznych, sterować oświetleniem ulicznym, zarządzać energią, wodą i nieczystościami. Eksperci twierdzą, że inteligentne miasto zużywałoby 60% mniej prądu i 80% mniej wody, a odpady i nieczystości poddawałoby recyklingowi oraz przetwarzało je na prąd i ciepło.

Jak widać, ekologia, innowacyjność i nowoczesne technologie mogą iść ze sobą w parze.
Jeśli wnioski Bettencourta i Westa są poprawne, to właśnie miasta, w których „czas płynie szybciej”, mogą odegrać wiodącą rolę w kreowaniu zielonej przyszłości. Mogą uleczyć najpierw siebie, a potem całą planetę. „Aby mieszkać w zdrowych miastach, potrzebujemy wielkich wizji, nowoczesnych badań oraz śmiałych działań angażujących mieszkańców, samorządy i przedsiębiorców dostarczających holistycznych rozwiązań” – postuluje raport GEO-6.

 

„Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Narodowa Fundacja Ochrony Środowiska, Centrum UNEP/GRID-Warszawa”.

Centrum UNEP/GRID-Warszawa - 25 lat działań na rzecz środowiska.
Dowiedz się więcej na www.gridw.pl

Drukuj »
Komentarze
Dodany przez: pwm | 2016-12-21
od lat 50` ub. wieku o takiej _koniecznej_ dla dobra społeczeństwa i jej(naszej)przyszłości mówi Jacque Fresco. Do zmian na lepsze _dla_wszystkich_ zapewne nie dochodzi tylko dlatego ponieważ paradygmat gospodarki "na węglu" jest na rękę zamożnym. Obecna polityka to relikt który opłaca się nielicznym, a przy tak gwałtowne zmieniającym się świecie postulowałbym przejście na demokrację bezpośrednią, rozdrobnioną na mniejsze obszary, częste referenda, wtedy dopiero moglibyśmy mówić że los naprawdę zależy od społeczeństw- techniczne możliwości takiego stanu rzeczy już dawno zaistniały. Trwamy uwarunkowani zależnościamy w których się znajdujemy, i niestety _strachem_ przed konieczną zmianą.  
Aktualne numery
01/2017
12/2016
Kalendarium
Styczeń
23
W 1895 r. norweski naukowiec Carsten Borchgrevink jako pierwszy człowiek wylądował na Antarktydzie  
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Andrzej Hołdys | dodano: 2016-10-21
Zielone miasta przyszłości

Wygląda na to, że ludzkość pokochała miejski styl życia – na dobre i złe. Kiedy zaczynał się wiek XVIII, na Ziemi żyło około 800-900 mln ludzi. Zaledwie 30-40 mln z nich, czyli kilka procent całej populacji, mieszkało w miastach. Sto lat później ludzkość liczyła już półtora miliarda, a liczba mieszkańców miast wzrosła do około 150 mln. Już wtedy pisano, że miasta rozwijają się w szalonym tempie. Nikt jednak nie przewidział tego, co zdarzy się w XX w.

Dziś glob zamieszkuje 7 mld ludzi i według szacunków demografów, m.in. z Funduszu Ludnościowego ONZ, połowa z nas mieszka już w miastach. W wyniku procesów urbanizacyjnych ludzkość, która przez tysiące lat preferowała swobodną przestrzeń i wiejski styl życia w małych społecznościach, zaczyna się tłoczyć w gigantycznych skupiskach. Największe z tych ośrodków miejskich liczą po kilkadziesiąt milionów osobników. Trend ten utrzymuje się. Demografowie prognozują, że w 2050 r. trzech na czterech mieszkańców globu będzie żyło w miastach.

Wielu badaczy uważa urbanizację za naturalne zjawisko towarzyszące zmianom społecznym i gospodarczym na świecie. Pojawiło się ono w XIX w. wraz z epoką przemysłową, najpierw w Europie i Ameryce Północnej, gdzie ludzie uciekali z zacofanej i przeludnionej wsi do szybko rozwijających się miast. Dwie, trzy dekady temu tą drogą podążył najludniejszy z kontynentów – Azja, a teraz to samo dzieje się w Afryce.

Współczesne molochy często porównuje się do mrowisk. Nie do końca słusznie. Kopce małych owadów są świetnie, rzec można inteligentnie zaplanowane. Natomiast żywiołowo rozwijające się metropolie to królestwa chaosu – społecznego, architektonicznego, urbanistycznego. Takie miasta nie ułatwiają życia ich mieszkańcom, stanowią olbrzymie obciążenie dla globu. Co zrobić z tym fantem? Eksperci odpowiadają: zawczasu planować rozwój miast, skoro ludzie nadal do nich ciągną. A te już istniejące, zmieniać w miejsca przyjazne dla życia: zielone, bezpieczne, zdrowe i sprawiedliwe środowiskowo.



Miasta mają oczywiście swoje zalety. To w nich koncentruje się wiedza, władza i kapitał. Fizyk Luis Bettencourt i matematyk Geoffrey West, profesorowie słynnego Santa Fe Institute, wykazali kiedyś przy pomocy równań, że to właśnie duże „zagęszczenie interakcji społecznych” jest warunkiem innowacyjności i kreatywności. Im gęściej od ludzi, tym większe prawdopodobieństwo, że ich niezliczone kontakty dadzą początek nowej idei. Bettencourt i West zauważyli, że XX w. był okresem wyścigu intelektualnego na niespotykaną wcześniej skalę, przy czym ten wyścig odbywał się głównie w miastach i pomiędzy miastami. To one dominują w sferze kultury, edukacji, nauki i ochrony zdrowia. Ich rola stale rośnie. Katalizatorem tego procesu są interakcje społeczne skoncentrowane na niewielkiej przestrzeni. „Milion ludzi żyjących w wielkim mieście to inna jakość społeczna i ekonomiczna niż milion ludzi rozrzuconych na dużym obszarze. Aglomeracje są dziś akceleratorami zmian globalnych. Czas płynie w nich szybciej” – pisali Bettencourt i West. I oni jednak dostrzegali wady molochów. „Trzeba walczyć z zanieczyszczeniem powietrza, przestępczością, negatywnymi dla zdrowia skutkami zgiełku i ścisku. Zarazem trzeba wzmacniać unikalne korzyści, jakich nam aglomeracje dostarczają. Za pół wieku to one staną się dominującym środowiskiem życia Homo sapiens” – zauważali.

Rok temu Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło Agendę 2030 dla Zrównoważonego Rozwoju – plan radykalnych „działań na rzecz ludzi, planety i dobrobytu”, jak czytamy w rezolucji przegłosowanej we wrześniu 2015 r. Plan wyznacza 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju, które mają zostać zrealizowane w 15 lat. Jest wśród nich Cel 11 dotyczący miast. Jego przesłanie brzmi: „Uczyńmy je bezpiecznymi, odpornymi na zagrożenia i zrównoważonymi”. Świetnie, tylko jak?

W Agendzie 2030 znajdziemy wiele szczegółowych celów, które mają do tego doprowadzić. Kwestie społeczne, takie jak walka z biedą i nierównościami oraz poprawa stanu zdrowia mieszkańców, stale przeplatają się z wyzwaniami środowiskowymi, takimi jak łatwo dostępny i czysty transport publiczny, równomierne zazielenianie miast, otwarte dla wszystkich tereny rekreacyjne, zmniejszenie ilości zanieczyszczeń atmosferycznych oraz ograniczenie ilości odpadów. Autorzy rezolucji podkreślają, że miasta zajmujące dziś około 3% powierzchni ziemskich lądów, pożerają trzy czwarte energii i odpowiadają za 70% emisji dwutlenku węgla. Konsumują też olbrzymie ilości wody, głównie na ich potrzeby pracuje rolnictwo. Zatem kto chce uchronić planetę od dewastacji, ten powinien zadbać o zrównoważony rozwój miast.

LAS VEGAS: ROZLEWAJĄCE SIĘ MIASTO                                                                            

Las Vegas jest najszybciej rozwijającym się obszarem metropolitalnym w Stanach Zjednoczonych. Rozkwit przemysłu turystycznego i hazardowego przyczyniły się do gwałtowniejszego wzrostu populacji. W 1950 roku Las Vegas zamieszkały 24 624 osoby. Dzisiaj populacja hrabstwa Clark, obejmującego Las Vegas, sięga prawie 2 milionów obywateli.Wpływa to znacząco na uszczuplenie dostępnych zasobów wody i zmiany zachodzące w krajobrazie (m.in.: rozwój asfaltowych i betonowych dróg oraz innych elementów infrastruktury, powiązany ze zmniejszeniem powierzchni wybranych obszarów zielonych) .Zdjęcie satelitarne pokazują skalę zmian w strukturze przestrzennej obszaru – zmian wynikających z rozlewania się miasta (źródło: „The Atlas of Our Changing Environment").

Przyszłości miast w naszym regionie wiele uwagi poświęca najnowszy raport GEO-6 przygotowany przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP). Debatowano nad nim we wrześniu tego roku w Warszawie podczas międzynarodowej konferencji „Nauka, biznes i środowisko”, zorganizowanej z inicjatywy Centrum UNEP/GRID-Warszawa. W Europie w miastach mieszka ponad 70% ludzi, a w 2030 r. odsetek ten zwiększy się do 80%. Jednym z niekorzystnych trendów było likwidowanie obszarów zielonych na rzecz budynków, dróg i innej infrastruktury miejskiej. Tym czasem w raporcie GEO-6 możemy przeczytać, że „kurczenie się zielonych terenów w miastach potęguje skutki zmian klimatycznych oraz prowadzi do pogorszenia fizycznego, psychicznego i umysłowego rozwoju dzieci oraz ogólnego spadku jakości życia”.

Rzeczywiście, życie w wielkim mieście zapewnia mnogość kontaktów społecznych, ale niekoniecznie wpływa pozytywnie na pracę naszych neuronów. Marc Berman, psycholog z Uniwersytetu Stanowego Michigan przeprowadził swego czasu banalny eksperyment. Poprosił kilkadziesiąt osób, aby pospacerowały sobie przez pół godziny po zatłoczonym centrum Chicago, a potem sprawdził efektywność pracy ich mózgów. U wszystkich była nieco przytępiona. Rok później Berman poprosił te same osoby, aby ponownie odbyły półgodzinny spacer, ale tym razem po podmiejskim lesie, z dala od zgiełku i hałasu. Wynik był odmienny – szare komórki przyspieszyły. Uczestnicy sprawniej, ale też z większym zaangażowaniem rozwiązywali testy pamięci i koncentracji. „Nasze neurony lubią mnogość wrażeń, ale pod warunkiem, że ich intensywność nie przekracza pewnego poziomu. Gdy limit wytrzymałości zostanie przekroczony, wtedy mózg reaguje spowolnieniem procesów myślowych i obniżeniem wrażliwości na stres” – konkludował naukowiec.

Inny przykład dostarczyli naukowcy z Uniwersytetu Harwardzkiego, którzy doszli do wniosku, że uczniowie z podstawówek otoczonych zielenią lepiej się uczą i łatwiej zdają testy. Sporządzili oni ranking 900 szkół w amerykańskim stanie Massachusetts, a potem zaczęli analizować czynniki mogące mieć wpływ na miejsce w rankingu. Pod uwagę wzięto płeć, rasę, nieobecności w szkole, liczebność klas, dochody rodziców. Wszystko to miało oczywiście pewne znaczenie, ale okazało się, że liczy się coś jeszcze: gęstość zieleni w najbliższej okolicy szkoły. W innym badaniu, przeprowadzonym w Japonii, naukowcy szukali związków pomiędzy wynikami w nauce licealistów ze 101 szkół średnich a widokiem z okien w salach, w których się uczą. Tam, gdzie widać było drzewa i krzewy, licealiści dziwnym trafem mieli lepsze stopnie, pomyślniej przechodzili przez testy i częściej wybierali się na studia.



Z wielu badań wynika też, że w zielonych miastach ludzie są nie tylko zdrowsi fizycznie i psychicznie, ale też bardziej bezpieczni. Zadbana zieleń świadczy o tym, że ktoś się troszczy o okolicę i że znajduje się ona pod nadzorem mieszkańców. Dla przestępcy to sygnał, że nie ma tu czego szukać. Geograf Pengyu Zhu z Uniwersytetu Południowej Kalifornii zauważył, że na zdjęciach satelitarnych łatwo jest po ilości zieleni odróżnić bogate dzielnice miasta od biednych. Im biedniejsza okolica, tym mniej drzew.

„Urbanizacja kreuje nierówności środowiskowe, które odbijają się na jakości życia mieszkańców miast. Dobrze zaplanowane miasto to miasto zielone i zdrowe” – stwierdza raport GEO-6. Podczas konferencji „Nauka, biznes i środowisko” sporo mówiono o „zielonej urbanizacji”, na którą składają się takie działania jak zazielenianie dachów, promowanie czystego transportu, czy też wprowadzanie na masową skalę inteligentnych technologii. Zatrzymajmy się na moment przy tych ostatnich. To one, na przykład, mogą stać się podstawą nowej mobilności miejskiej, w której rola samochodu osobowego zostanie znacznie zredukowana na rzecz transportu zbiorowego. Ale to nie wszystko. Taka gęsta sieć czujników, odbiorników GPS, czytników identyfikacyjnych i urządzeń pomiarowych rozmieszczonych może robić znacznie więcej rzeczy, na przykład monitorować poziom zanieczyszczeń atmosferycznych, sterować oświetleniem ulicznym, zarządzać energią, wodą i nieczystościami. Eksperci twierdzą, że inteligentne miasto zużywałoby 60% mniej prądu i 80% mniej wody, a odpady i nieczystości poddawałoby recyklingowi oraz przetwarzało je na prąd i ciepło.

Jak widać, ekologia, innowacyjność i nowoczesne technologie mogą iść ze sobą w parze.
Jeśli wnioski Bettencourta i Westa są poprawne, to właśnie miasta, w których „czas płynie szybciej”, mogą odegrać wiodącą rolę w kreowaniu zielonej przyszłości. Mogą uleczyć najpierw siebie, a potem całą planetę. „Aby mieszkać w zdrowych miastach, potrzebujemy wielkich wizji, nowoczesnych badań oraz śmiałych działań angażujących mieszkańców, samorządy i przedsiębiorców dostarczających holistycznych rozwiązań” – postuluje raport GEO-6.

 

„Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Narodowa Fundacja Ochrony Środowiska, Centrum UNEP/GRID-Warszawa”.

Centrum UNEP/GRID-Warszawa - 25 lat działań na rzecz środowiska.
Dowiedz się więcej na www.gridw.pl